Siema, jednak wróciłam. Bardzo długo mnie nie było, wiem. Napisałam w poprzedniej notce coś w stylu, że się zabiję. No, prawie mi się udało, ale po ostatnim razie próby samobójczej zostałam zamknięta na dwa miesiące w psychiatryku. Miło. No ale teraz mam nauczkę, nienawidziłam tamtego miejsca, tych białych, pustych ścian, tych ludzi, lekarzy... Nie chcę tam znowu trafić. Wypuścili mnie ze względu na szkołę. Niestety nadal muszę chodzić na te pierdolone konsultacje z psychiatrą. A mama? Zaczęła się mną w końcu interesować. Widzicie? Musiałam popełnić próbę samobójczą, żeby zwróciła na mnie uwagę. Nie widziała tego, że nic nie jadłam, a jak już coś przełknęłam to od razu wymiotowałam. Popadłam w anoreksję. Tnę się. Łykam tabletki. Dlaczego właśnie mnie to spotkało? To jest bardziej uzależniające od papierosów, alkoholu i narkotyków. Nie potrafię przestać mimo tych wszystkich sytuacji. Ale wiecie, tam u tych głupków poznałam pewną dziewczynę. Ma identyczne problemy, co ja. Tylko, że u niej matka umarła, a ojciec pije i ją bił. Wyznała mi, że też jest bi, a nawet mieszka kilkanaście kilometrów ode mnie. Jaki ten kraj jest mały... Spotykamy się, utrzymujemy kontakt. Mam przyjaciółkę. MAM PRZYJACIÓŁKĘ. Pierwszą, która mnie rozumie. Poprzednie, to były chamskie cipy, które przyjaźniły się ze mną ze względu na urodę i kasę. Pieprzone dziwki. Dobra, kończę, niedługo znów napiszę. Postanowiłam wstawić zdjęcie swojej ręki, mam nadzieję, że się nie przerazicie. Do następnego.
